wtorek, 3 stycznia 2012

czuję się udręczona. to chyba najlepsze słowo. perspektywa kolejnych grań mnie dobija. wczoraj wieczorem okazało się że sierpień wypełniony. dziś że T gra, i w sob i nd dodatkowo. zostanę z garami przed gośćmi i po gościach.
dziś. awantura. bo wyrażam to co czuję. pewnie znów niedelikatnie.
U nie śpi (22). T w domu, po liturgii, ale cisza między nami. napięcie. niezrozumienie. różne priorytety. mnie zżera potwór w środku, potwór opuszczenia i samotności.
dziś, po rannym odwiezieniu do przedszkola W , T wyszedł na Sienną "próbować". przy okazji - czułam jego gorycz gdy zostawiałam U na kanapie a on coś smsował, gdy prosiłam o wytrzpanie kołdry. liczyłam na pościelenie, taki miły gest, na darmo.
wrócił o 18. obiad na stół, 7 minut na kanapie, w między czasie przyszła jego mama, by zostać z W. on wściekły (nie wstał) że za wcześnie (jak zwykle). i znów, brak relacji z W.
quality time. nie ma. quantity time nie ma.
ogarnął kuchnię. potem gdzieś tam się krzątał.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz