poniedziałek, 2 stycznia 2012

1 stycznia. T odsypia Sylwestra. O 11 go budzimy, chcę RAZEM iść do kościoła. Gonitwa, potem do Ma. Cały dzień, miły, odpoczynkowy -chyba dla wszystkich. Wieczór taki sobie. W zasypia do 22. Potem film, dla odprężenia, nie chcę drążyć trudnych tematów w Nowy Rok. Odpocznijmy.

2 stycznia. Rano T trochę gra. Potem do Arkadii, wyprzedaże ale my tylko po to co potrzebne na występy. Za mało czasu.
....za mało za mało za mało....
wieczorem T wpada. Obiad na stół. Po obiedzie 7 minut na kanapie. Ja bawie sie z W w rytmikę. U zaczyna grymasić. Wrzucam ją T do kąpieli, sama rozpakowuję zmywarkę. Wraca, zamiana ról. Idę usypiać U. Gdy przychodzę przejmuję W i wsadzam ją do kąpieli. T wychodzi na próbę.
I znowu sama, sam na sam, sama na sam, U się budzi, biegam między dziewczynami, potem ogarniam kuchnię.
I wreszcie chwila dla siebie. Ale od myślenia głowa boli. Ile jeszcze powinnam...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz